STRONA GŁÓWNA


BLOG

Nasze kochane powroty


Ależ się wygłupiłyśmy z tym obozem =D Decyzja o wyjeździe była spontaniczna, obie bałyśmy się, bo wiadomo, że jak Edzi jakis pomysł przyjdzie do głowy to nie zawsze coś łatwego z tego wychodzi. No więc musiałyśmy się nieźle namęczyć, żeby przetrwać. Ale tego nam było trzeba ;)

Musiałyśmy stać na minikursie z musztry kiedy inni szli na plaże i pili piwo, stać na baczność na apelu wieczornym i śpiewać hymn harcerski podczas kiedy wiele osób imprezowało, umierać z głodu patrząc na dzieci obrzerające się lodami, ale warto było to wszystko przeżyć. Ten cały odwyk, bez alkoholu, choć nie do końca, ale jeden melanż można pominąć ;D Ważne, że udało nam się omijać to wszystko szerokim łukiem, a jednak uczestniczyć w tym i uczyć się zarazem. Tak…to była dobra lekcja życia.

Opijemy to na pewno i jeszcze kiedyś zaśpiewamy:

„Drżysz jeszcze, oczy zamdlone
Zrobisz wszystko o co poproszę
Muszę wierzyć, przecież mnie kochasz
Krótka chwila i wracasz na morze”

2005-07-21 20:58:30 skomentuj (45)